Ostatecznie zostałem przy Canonie — czy uważam, że to najlepsza firma? Oczywiście, że nie. Po prostu odpowiada mi jego obsługa, ergonomia i intuicyjność. Przez lata uzbierało się trochę obiektywów i w zasadzie mam wszystko, co kiedyś chciałem mieć. Doszedłem do momentu, w którym niczego już nie potrzebowałem, bo miałem wszystko. Czas jednak płynie szybko, weszła nowa era bezlusterkowców i pewnie to będzie mój kolejny krok.
Ale do rzeczy — często ludzie myślą, że dobra fotografia zależy w dużej mierze od sprzętu, którym została wykonana. Dlatego dzisiaj pokażę, jak to wygląda naprawdę. Do dyspozycji mam trzy aparaty: Canon 7D Mark II, Canon 70D i Canon 5D Mark II. Na tapecie dwa obiektywy: kitowy 18–135 mm, bardzo często krytykowany na forach, oraz chwalona „elkowa” 24–105 mm. Różnice w cenach aparatów to kilka tysięcy złotych — podobnie w przypadku obiektywów (oczywiście mówimy o cenach z momentu premiery, bo dziś to już sprzęt z poprzedniej epoki).
Zobaczcie sami, jak to naprawdę wygląda. Celowo nie będę tutaj pisał swojej opinii, bo to kwestia uznaniowa. Wbrew pozorom najwięcej zdjęć robię 70D i 7D z kitem, bo tak jest mi po prostu wygodnie. Pełna klatka, zdjęcia pozowane i tonalna dynamika z 24–105 mm to świetne połączenie, ale w teren jej nie zabieram.
Dla mnie znaczenie ma jakość zdjęcia (na moje potrzeby) i to, co mogę zrobić w różnych warunkach. Ważna jest też waga sprzętu — i tu bezlusterkowce mają dużą przewagę, więc może kiedyś i ja się ich doczekam. Do tego dochodzi jeszcze ryzyko kradzieży lub uszkodzenia podczas plecakowych podróży.
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
A tu napisz co Ci chodzi po głowie - będzie mi miło.